wtorek, 26 stycznia 2016

16-Kolacja

Stołówka jak zawsze w porze kolacji byłą pełna. Royalsi siedzieli przy jednym stoliku, rebelsi z resztą też, lecz dookoła nich było słychać szepty a to podziwu, a to strachu, a to zapewnień że pokonałoby się to wielkie coś i to z palcem w nosie. Nie mniej, nie więcej na stołówkę weszli rodzice wesołej goromdki  i dwójka z wyspy ognia. Większość uczennic zakrztusiło się piciem, jedzeniem, a nawet samym powietrzem, a uczniowie obdarzyli nowo przybyłych oczami wielkości pokrywki od wielkiego gara oraz rumieńcami.  Największą uwagę przykuli jednak ojcowie uczniów. Horokeu Usui miał jak zwykle rozpierdyknięte, niczym po uderzeniu pioruna włosy, w kolorze błękitu, oczy niczym morze. Do tego spodnie bojówki i biały T-Shirt, obok niego szła piękna blondynka o włosach do łopatek, ślicznych, dużych, brązowych oczach miała na sobie jeansy i jasnożółtą koszulkę. Potem był już znany nam Choco, potem też znany Yoh i Anna, znienawidzona przez uczelnię nauczycielka biologi Dara a obok jej mąż w idealnie zaczesanych, zielonych włosach, zielonych niczym łąka oczach ubrany w eleganckie spodnie i białą koszulę. Lecz największy zachwyt wzbudził Ren i Hao, no i troszkę Miki, ale to wina jej kusego stroju. Ren był ubrany w bardzo ciemnofioletowy garnitur, śnieżnobiałą koszulę, i złoty krawat. Miał długie włosy, z czego 3 kolce mu niby z głowy wystawały, minę miał pod tytułem "odezwijcie się do mnie, a zagryzę, uduszę, zgwałcę, zabiję i rozpierdolę niczym atomówka", czyli taką jak zawsze. Obok niego szedł Hao, kilkanaście uczennic westchnęło zalotnie i zatrzepotało rzęsami. Hao teraz przedstawiał swoją idealną klatę poprzez czerwoną, lekko opiętą koszulkę i spodnie jeansowe-bojówki. Włosy związał, a raczek ktoś mu związał, w kucyk. Cały pochód zakańczała Miki. Miała na sobie obcisły, krótki, czarny top, krótkie, czarne, jeansowe spodenki i długie kozaki na podwyższonej podeszwie. Patrzyła na Tao niczym wilk na owce, ale zgrabnie to ukrywała. Men patrzył na to z miną "poważnie?". Nagle zanim którekolwiek z nich zauważyło, 3 stoły się połączyły. Ich, rebelsów oraz ich rodziców, Men spojrzał na swojego ojca i siedzącą obok niego Miki, za nią siedziała Majka, Anna oraz Kaja, na przeciwko reszta. Alexa, jakimś cudem, siedziała na przeciwko Mena, ten spojrzał na nią i na jej matkę i w myślach przyznał ze są bardzo podobne.
-Więc...-zaczęła wilkołaczka smarowała masłem bułkę - Więc to wy jesteście tymi z którymi podróżowała moja matka? A pan nazywa się Ren Tao..?-ugryzła zębiskami spory kawał bułki z masłem i dżemem.
-Tak... A ty jesteś..?-zapytał swoim zwyczajnym tonem zimnym niczym dupa Eskimosa. Pomimo to na dźwięk głosu chłopaka matka młodej Makoyi drgnęła i prawie się rozpłynęła, od upadku uchroniło ją silne ramie Hao na jej biodrze.
-Nazywam się Alexandra Mellody Marinet Makoya- wypaliła. Córka Miki i Kaleba...-warknęła. Ren raptownie spojrzał na Miki jedzącą ryż z sosem, ta z pałeczki w ustach zrobiła mine "ale ze o co kaman?"
Kolacja minęła mniej więcej na takim dogryzaniu, pomimo wszystko wszyscy się lepiej poznali, nikt się nawzajem nie pociachał, choć w pewnym momencie Dara planęła coś o tym jak to było z tym morderstwem, przez co wszyscy złapali miki i wyprowadzili ją do pielęgniarki po środki uspokajające a KAŻDE dziecko zadźgało, spiorunowało, udusiło i podpaliło ją wzrokiem. Potem rozeszli się do swoich pokoi, nie wiedząc że parenaście par oczu śledzi każdy ich ruch....I czeka na sygnał do ataku...